Wydanie nr 78 / 2025   

 

reklama zielen ndg

Komunikacja przedoperacyjna wciąż jest w Polsce sporym wyzwaniem dla systemu ochrony zdrowia

Tylko nieco ponad 30% pacjentów, którzy w ostatnich 5 latach przeszli planowaną operację, twierdzi, że zalecenia przed zabiegiem były dla nich wystarczająco jasne i praktyczne do samodzielnego zastosowania. Przeszło 41% negatywnie ocenia przydatność takich informacji. Do tego więcej niż 28% osób nie potrafi się określić w sprawie. Eksperci komentujący wyniki raportu alarmują, że statystyki są fatalne. Widać, że w sumie ok. 70% pacjentów nie w pełni wie, jak przygotować się do zabiegu chirurgicznego i dalszej rekonwalescencji. Niemal co druga osoba nie rozumie zaleceń przedoperacyjnych i nie potrafi ich wdrożyć, co finalnie oznacza istotne ryzyko. Natomiast Biuro Rzecznika Praw Pacjenta wyjaśnia, że lekarze czy pielęgniarki często nie wiedzą, jakie informacje muszą przekazywać pacjentom. Skupiają się na uzyskaniu podpisu na formularzu zgody, ale to właściwie nie załatwia sprawy.

Niebezpieczne statystyki

Blisko 700 Polaków, którzy w ciągu ostatnich 5 lat przeszli planowany zabieg chirurgiczny, wzięło udział w specjalnym badaniu (współautorstwa Polmedi Group). Miało ono na celu ocenę stanu prowadzenia prehabilitacji, czyli przygotowania pacjenta do zaplanowanej wcześniej operacji. Autorzy raportu chcieli m.in. sprawdzić, czy przekazywane zalecenia przedoperacyjne są dla nich zrozumiałe i możliwe do wykorzystania w praktyce. Raport pokazuje, że tylko dla 17,2% ankietowanych były one konkretne, wyczerpujące oraz precyzyjne. 59,3% badanych wyraziło przeciwną opinię. 14,3% respondentów nie pamiętało tego, a 9,2% nie potrafiło się określić. Ponadto 41,1% pacjentów uznało otrzymane informacje i zalecenia za niewystarczająco jasne oraz praktyczne do samodzielnego zastosowania.

– Musimy zdać sobie sprawę ze skali problemu. Niemal co drugi pacjent nie rozumie zaleceń przedoperacyjnych i nie potrafi ich wdrożyć. Oznacza to istotnie większe ryzyko powikłań pooperacyjnych. Skuteczna prehabilitacja nie jest dodatkiem ani luksusem, lecz kluczowym elementem jakości leczenia, bezpieczeństwa pacjentów i realnej efektywności systemu ochrony zdrowia – alarmuje Piotr Piątek, współautor raportu i ekspert z Polmedi Group.

Jak komentuje Biuro Rzecznika Praw Pacjenta, lekarze czy pielęgniarki często nie wiedzą, jakie informacje muszą przekazywać pacjentom. Skupiają się na uzyskaniu podpisu na formularzu zgody. Pacjenci natomiast są często zagubieni w procesie leczenia. Nie wiedzą, dlaczego muszą taką zgodę wyrazić, nie rozumieją przekazywanych im informacji na temat czynności medycznych czy danych o stanie zdrowia.

– System opieki medycznej w Polsce jest nastawiony na wykonanie procedury. Nie uwzględnia potrzeb pacjenta, podobnie jak nie tworzy rozwiązań kompleksowych, wspomagających kontakt z nim i zakres udzielanych mu informacji. Wyniki badania wyraźnie to odzwierciedlają – mówi prof. dr hab. n. med. Tomasz Banasiewicz, kierownik Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej, Endokrynologicznej i Onkologii Gastroenterologicznej na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu.

Do tego Biuro Rzecznika Praw Pacjenta przypomina, że przepisy prawa wskazują zakres informacji, które powinny zostać przekazane pacjentowi. Mają one obejmować typowe następstwa proponowanego zabiegu, choćby występowały rzadko. Z punktu widzenia personelu medycznego istotne jest zastanowienie się nad tym, co rozsądna osoba – będąca w sytuacji pacjenta – obiektywnie potrzebuje usłyszeć od lekarza. Zalecenia, które dany człowiek otrzymuje od lekarza, powinny być, o ile to możliwe, dostosowane do niego, jego przypadku i indywidualnej sytuacji zawodowej czy osobistej.

– Niedoinformowanie pacjenta można porównać do organizacji wycieczki bez podawania turyście celu i planu wyjazdu. Prehabilitacja to centrum przygotowania do podróży, jaką w pewnym sensie jest zabieg operacyjny. Kluczem jest informacja, czyli precyzyjna mapa trasy do pokonania. Służy nie tylko poszerzeniu świadomości pacjenta, ale przede wszystkim – bezpieczniejszemu leczeniu – podkreśla prof. Banasiewicz.

Przyczyny i skutki

Raport wykazał też, że 30,5% ankietowanych uznało uzyskane informacje i zalecenia za wystarczająco jasne oraz praktyczne do samodzielnego zastosowania. Jak stwierdza prof. dr hab. n. med. Jerzy Sieńko, krajowy konsultant w dziedzinie chirurgii ogólnej, chirurg związany z Pomorskim Uniwersytetem Medycznym w Szczecinie, tylko świadomy pacjent może współuczestniczyć w procesie leczenia, które nie zaczyna się i nie kończy się na stole operacyjnym. A od jego dyscypliny, podejścia i współpracy w istotnym stopniu zależy efekt końcowy.

– Zaledwie jedna trzecia pacjentów jest w sposób właściwy informowana przed operacją. To niezadawalający odsetek. Oznacza to, że w sumie ok. 70% osób nie w pełni wie, jak przygotować się do zabiegu chirurgicznego i dalszej rekonwalescencji, z perspektywy własnego bezpieczeństwa i zdrowia. Dla samej psychiki pacjentów jest to obciążające, a stres też niezmiernie wpływa na proces leczenia. Poza tym każdy organizm jest inny i wymaga różnych zaleceń przed identycznym zabiegiem – dodaje prof. Sieńko.

Ponadto z raportu wynika, że 28,4% badanych nie potrafiło ocenić tego, czy otrzymane informacje i zalecenia były dla nich wystarczająco jasne oraz praktyczne do samodzielnego zastosowania. Prof. Banasiewicz uważa, że może to wynikać z faktu, iż przekazywane pacjentom informacje są często fragmentaryczne. Trochę mówi lekarz, trochę pielęgniarka podczas zmiany opatrunku, jeszcze trochę inna pielęgniarka z oddziału. W efekcie pacjent sam nie wie, czy dostał pełny zestaw instrukcji. Zdarza się też, że otrzymuje wszystkie zalecenia w momencie wypisu. Jeśli wówczas lekarz jest niedostępny, to chory nie ma możliwości dopytać czy cokolwiek wyjaśnić i rozwiać swoich wątpliwości.

– W całym kraju musimy stworzyć spójny i kompletny system do informowania pacjenta, aby jego wiedza przed operacją była pełna. Dziś możemy korzystać z wielu narzędzi, jak aplikacje i sztuczna inteligencja, ale trzeba proces przekazywania informacji usystematyzować. Poza tym prawdziwa prehabilitacja zawiera w sobie oczywiście spotkanie z chirurgiem, który przeprowadza pacjenta przez cały proces diagnostyczny i przygotowawczy. Rozmowa powinna dawać odpowiedzi na wszystkie pytania i wątpliwości – przekonuje prof. Sieńko.

Jak podsumowuje prof. Tomasz Banasiewicz, duże rozbieżności w ocenach respondentów pokazują, jak niejednolity jest dziś sposób przekazywania informacji przedoperacyjnych. Z jednej strony pacjenci w różnych szpitalach otrzymują inne zestawy zaleceń. Z drugiej strony każdy lekarz pracuje inaczej. Ktoś, kto ma czas spokojnie porozmawiać z pacjentem na oddziale, przekaże informacje w sposób pełniejszy, podczas gdy lekarz pilnie wzywany na salę operacyjną nie omawia wszystkiego dokładnie. Problem wynika zarówno z braku standaryzacji, jak i z charakteru pracy lekarza, który musi dopasować przekaz do dostępnego czasu. Zalecenia powinny być przekazywane w formie, do której pacjent może wracać, z możliwością kontaktu z oddziałem, gdy pojawią się pytania czy wątpliwości.

Ceny w sklepach wciąż rosną szybciej niż inflacja. W lutym wzrost wyniósł średnio 3,8% rdr.

W zeszłym miesiącu ceny w sklepach detalicznych, obejmujące 17 kategorii, wzrosły średnio o 3,8% rdr. Dotyczyło to m.in. żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych oraz pozostałego asortymentu, np. art. dla dzieci. W styczniu br. codzienne zakupy zdrożały rdr. o 3,7%, a w grudniu 2025 roku – o 3,8%. Największe podwyżki cen zanotowały takie kategorie, jak używki, chemia gospodarcza, słodycze i desery, pieczywo oraz mięso. Z kolei na końcu tabeli tym razem znalazły się warzywa, owoce i produkty sypkie. Eksperci komentujący najnowsze dane zwracają uwagę na to, że ceny w sklepach wciąż rosną szybciej niż sama inflacja.

 

W lutym 2026 roku ceny żywności, napojów alkoholowych i pozostałego asortymentu, czyli w sumie 17 analizowanych kategorii produktów, wzrosły w sklepach detalicznych średnio o 3,8% rdr. Taką samą podwyżkę odnotowano w grudniu 2025 roku. W styczniu wyniosła ona nieznacznie mniej, bo 3,7% rdr. Dane z najnowszego „Indeksu Cen w Sklepach Detalicznych”, autorstwa UCE Research i Uniwersytetów WSB Merito, pokazują, że ceny wciąż rosną, choć wolniej niż w latach wysokiej inflacji.

 

– Delikatny wzrost miesiąc do miesiąca to sygnał stabilizacji cen. Może wynikać z sezonowych wahań podaży niektórych produktów lub z opóźnionego efektu drożejących surowców w kosztach produkcji i transportu. Dla konsumentów oznacza to, że koszyk zakupowy wciąż drożeje, ale nie są to zmiany dramatyczne – bardziej utrzymanie umiarkowanego trendu wzrostowego – mówi dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku.

 

Z kolei dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito jest zdania, że lutowy wynik to sygnał stabilizacji.

 

– Natomiast konsumenci powinni pamiętać o tym, że choć tempo wzrostu jest znacznie wolniejsze niż w szczytowym okresie inflacji, ceny są wciąż na poziomach nieporównywalnie wyższych niż jeszcze trzy lata temu. To właśnie ta skumulowana podwyżka, a nie bieżąca dynamika, najbardziej uderza w portfele Polaków – wyjaśnia ekspert.

 

Pytany o to, dlaczego lutowe ceny w sklepach rosły szybciej niż sama inflacja, dr Piotr Arak podkreśla, że żywność jest bardziej wrażliwa na zmiany opłat za energię i na presję kosztową w łańcuchach dostaw. Powyższy wzrost jest nadal umiarkowany na tle historycznym i wyników prognozowanych na najbliższe miesiące. Dr Robert Orpych dodaje, że „Indeks” powstaje w oparciu o inną metodologię niż stosuje GUS.

 

– Nasz raport koncentruje się na wybranej, ale bardzo ważnej z perspektywy konsumenta grupie produktów – żywności, napojach i chemii gospodarczej. Wskaźnik CPI obejmuje znacznie szerszy, ważony koszyk towarów i usług, w tym paliwa, usługi czy elektronikę, a te kategorie potrafią istotnie obniżać ogólny wynik – zwraca uwagę dr Orpych.

 

Według ww. raportu, ceny samej żywności w lutym br. poszły w górę średnio o 3,4% rdr. W styczniu wzrosły rdr. o 3,2%, a w grudniu ub.r. – o 3,1%. Dr Marek Szymański z Uniwersytetu WSB Merito podkreśla, że wprawdzie dodatkowe 0,2 punktu procentowego w lutym nie musi robić piorunującego wrażenia, ale kiedy spojrzymy na to z większego dystansu, to można poczuć niepokój. Ceny żywności dotyczą bowiem każdego z nas.

 

–  W przemyśle spożywczym ceny sprzedaży spadły w ciągu roku o 3,2%, a w sklepach – o podobną wartość wzrosły. Najwyraźniej jako konsumenci akceptujemy taki poziom cen. W końcu w ciągu ostatniego roku przeciętne wynagrodzenie wzrosło o 6%. Zatem stać nas na „przełknięcie” wyższych cen żywności – uzupełnia dr Szymański.

Tymczasem dr Robert Orpych zauważa, że trzeci z kolei miesiąc ze wzrostem dynamiki cen żywności to już sygnał wymagający uwagi. Jak przypomina ekspert, przez kilka poprzednich miesięcy żywność wyraźnie taniała i to dawało konsumentom oddech. Odwrócenie tego trendu mówi o tym, że pewne czynniki kosztowe zaczynają ponownie wywierać presję na producentów i sieci handlowe.

– Wśród nich są głównie zwiększone koszty pracy, energii i transportu. W sklepach, magazynach i zakładach przetwórczych każda podwyżka płacy minimalnej może być przenoszona na ceny. Do tego dochodzą wyraźnie wyższe opłaty systemowe za energię. Kształtuje się tu nowa struktura kosztów, z którą sektor spożywczy będzie żył przez dłuższy czas – wyjaśnia ekspert z WSB Merito.

 

Największe wzrosty cen objęły takie kategorie, jak używki (+10,3% rdr.), chemia gospodarcza (+8,2% rdr.), słodycze i desery (+7,3% rdr.), pieczywo (+6,4% rdr.), a także mięso (+5,4% rdr.). Dr Robert Orpych uważa, że wspólnym mianownikiem dla wszystkich tych kategorii są koszty produkcji i regulacje. Ich konsekwencje producenci przenoszą na konsumenta. I tak używki drożeją po części wskutek podwyżek akcyzy.

 

Słodycze i desery to przykład opóźnienia w łańcuchu dostaw, które potrafi być dezorientujące. Na giełdach kakao potaniało w lutym 2026 roku o ponad 60% rok do roku – z rekordowych 10 tys. dolarów za tonę do około 3,2-4,2 tys. dolarów. Ale producenci czekolady i słodyczy wciąż zużywają surowce zakupione po historycznych cenach, bo podpisują długoterminowe kontrakty z dużym wyprzedzeniem. Efekt jest taki, że rynkowe ceny surowca spadły, a ceny na półce wciąż rosną – wylicza dr Orpych.

 

Spadek cen zanotowały warzywa (-2,5% rdr.), a najmniej podrożały owoce (+1,6% rdr.) i produkty sypkie (+0,8% rdr.). Dr Arak tłumaczy, że spadek cen warzyw wynika z dobrej podaży sezonowej i importowanej. To samo dotyczy niskich wahań cen owoców i produktów sypkich. Zdaniem eksperta, to są dowody na to, że rynek się ustabilizował.

– Warzywa i owoce to produkty, które – jeśli wierzyć producentom – obarczone są w handlu detalicznym wysokimi marżami. Niewykluczone jest, że dostrzegalne czasami spadające ceny tych produktów to próby wypchnięcia ich z półek przed dostawą świeżych – dodaje dr Marek Szymański.

 

Natomiast dr Orpych wyjaśnia, że warzywa są wyjątkowo wrażliwe na warunki pogodowe i sytuację podażową. Jeśli zbiory były dobre w Polsce i w krajach eksportujących do Europy, to ceny naturalnie maleją. Produkty sypkie natomiast korzystają z efektu wysokiej bazy porównawczej, ponieważ rynki zbożowe wyraźnie uspokoiły się w stosunku do szczytu. Dobre zbiory to dużo towaru i niższe ceny. Podsumowując, ekspert stwierdza, że ta część koszyka działa jak amortyzator ogólnego wzrostu cen w sklepach.



-MondayNews

Najem zwrotny w Polsce dynamicznie rośnie. Łączna wartość transakcji w 2025 r. sięgnęła 3,5 mld złotych

Rok 2025 okazał się przełomowy dla rynku najmu zwrotnego w Polsce. Po raz pierwszy wartość aktywów operacyjnych w głównych sektorach – logistycznym, handlowym i produkcyjnym – przekroczyła poziom 800 tys. mkw. Łączna wartość transakcji wyniosła około 3,5 mld zł, co oznacza kilkukrotny wzrost względem lat 2022-2024. W ub.r. liczba transakcji zwiększyła się o około 25-30% rdr. Było to efektem rosnącego zainteresowania inwestorów instytucjonalnych oraz większej świadomości firm w zakresie korzyści płynących z tego modelu finansowania. Dodatkowo wartość największej transakcji w regionie Europy Środkowo-Wschodniej przekroczyła 250 mln euro.

Rok rekordów

Przełomowy i transformacyjny był zeszły rok dla rynku najmu zwrotnego w Polsce, zarówno pod względem skali zawieranych transakcji, ewolucji struktury portfeli nieruchomości, jak i dynamiki inwestycyjnej. Nastąpiły istotne zmiany w zainteresowaniu inwestorów zarówno instytucjonalnych, jak i prywatnych. W konsekwencji wzrosła płynność oraz profesjonalizacja rynku. 

– Głównie warto zwrócić uwagę na rekordową liczbę i wartość transakcji. Pierwszy raz w historii polskiego rynku najmu zwrotnego przekroczono 800 tys. mkw. aktywów operacyjnych w kluczowych sektorach – logistycznym, handlowym i produkcyjnym. Łączna wartość transakcji szacowana jest na poziomie ok. 3,5 mld złotych. To oznacza kilkukrotny wzrost w stosunku do lat 2022-2024 i wyraźnie pokazuje rosnące znaczenie tej formy finansowania – podkreśla Agnieszka Radkiewicz, ekspertka rynku nieruchomości komercyjnych, Business Development Manager w INWI.


Szacuje się, że w ub.r. liczba transakcji wzrosła o ok. 25-30% w stosunku do 2024 roku. W ocenie ekspertów rynkowych, to było efektem rosnącego zainteresowania inwestorów instytucjonalnych i większej świadomości przedsiębiorstw co do zalet tego mechanizmu finansowania. Najważniejszym czynnikiem napędzającym rozwój rynku była popularyzacja najmu zwrotnego jako narzędzia umożliwiającego firmom uwolnienie kapitału zamrożonego w nieruchomościach. 

– W zeszłym roku polski rynek najmu zwrotnego odnotował kilka wyjątkowo dużych i strategicznych transakcji, które jednoznacznie potwierdziły jego dojrzałość i rosnącą atrakcyjność dla firm operacyjnych. Najbardziej spektakularna była sprzedaż dwóch nowoczesnych obiektów należących do producenta Eko Okna o łącznej wartości przekraczającej 250 mln EUR. Sprzedano dwie nowoczesne hale o łącznej powierzchni 264 tys. mkw. za kwotę przekraczającą 1 mld PLN – przypomina Radkiewicz. 


Była to rekordowa transakcja w skali Europy Środkowo Wschodniej. To jednocześnie największy sale-and-leaseback w historii całego regionu i to z udziałem polskiego przedsiębiorstwa. Zdaniem ekspertów od nieruchomości komercyjnych, świadczy on o rosnącym prestiżu i dojrzałości naszego rynku wobec globalnego kapitału. 

– Kolejna transakcja to sprzedaż Volvo we Wrocławiu 75 tys. m², które wynajmuje AIRA, szwedzki producent. Równolegle przejęto centrum dystrybucyjne LPP w Bydgoszczy o powierzchni ponad 100 tys. m², a także portfel nieruchomości przemysłowych firmy Tenneco na Górnym Śląsku, obejmujący około 180 tys. m² powierzchni, sprzedany w formule najmu zwrotnego – informuje ekspertka z INWI.


Polska stała się istotnym punktem na mapie globalnych inwestycji sale-and-leaseback, przyciągając kapitał funduszy zagranicznych, co jeszcze kilka lat temu było domeną tylko rynków Europy Zachodniej. Można też zauważyć, że do największych transakcji dochodzi w sektorze przemysłowym i logistycznym. To potwierdza rolę tych segmentów jako fundamentów polskiej gospodarki oraz jako najpewniejszych aktywów generujących stabilny dochód czynszowy. 

– Jednocześnie różnorodność dużych transakcji – od dystrybucji po centra przemysłowe – pokazuje, że najem zwrotny jest elastycznym narzędziem finansowym, które można stosować w wielu sektorach, w zależności od strategii korporacyjnej i cyklu życia aktywów. Natomiast skala i regularność takich transakcji potwierdzają wysokie zaufanie do stabilności najemców oraz przewidywalności przepływów pieniężnych – analizuje Agnieszka Radkiewicz.


Dobre i złe warunki

W ub.r. wyraźnie zwiększył się udział funduszy private equity i real estate, a także zagranicznych inwestorów instytucjonalnych działających w strukturach REIT (Real Estate Investment Trust), AIF (Alternative Investment Funds), a także RAIF (Reserved Alternative Investment Fund). Obecność tych podmiotów przyczyniła się do wzrostu profesjonalizacji transakcji, większej przejrzystości i konkurencyjności ofert na rynku. 

– Świadomość rynku w zakresie najmu zwrotnego tak wzrosła, że mechanizm ten przestał być niszową formą finansowania. Stał się pełnoprawnym, rozpoznawalnym narzędziem, klasyfikowanym w politykach inwestycyjnych przedsiębiorców, analizowanym w procesach due diligence przez banki i traktowanym jako alternatywa dla kredytu czy emisji obligacji – zauważa Agnieszka Radkiewicz.


Zeszły rok przyniósł również znaczącą dywersyfikację klas aktywów objętych najmem zwrotnym. Mechanizm ten przestał być domeną jedynie rynku magazynowego i logistycznego. Wzrosło zainteresowanie obiektami handlowymi, takimi jak retail parki czy centra convenience oraz nieruchomościami przemysłowo-produkcyjnymi. Ta ewolucja świadczy o dojrzałości rynku i coraz szerszym zrozumieniu korzyści płynących z najmu zwrotnego jako narzędzia finansowania. 

– Wzrosty były napędzane też przez spadek inflacji. To pozwoliło firmom lepiej planować przepływy finansowe i zwiększyć apetyt na wykorzystanie aktywów nieruchomościowych do refinansowania działalności operacyjnej. Przedsiębiorstwa mogły rozważać dłuższe umowy najmu oparte na bardziej przewidywalnym koszcie pieniądza, a inwestorzy lepiej modelowali realne stopy zwrotu i wartość przyszłych przepływów. Najem zwrotny pomagał firmom uwalniać kapitał z nieruchomości bez konieczności zaciągania drogich zobowiązań kredytowych – uważa znawczyni rynku z INWI.


Gospodarka polska w 2025 roku nadal rozwijała się w umiarkowanym tempie, a popyt na powierzchnie magazynowe i handlowe utrzymywał się na relatywnie wysokim poziomie. Według ekspertów rynkowych, to sprzyjało transakcjom sale and leaseback w segmentach o stabilnym popycie najemców – szczególnie tam, gdzie chcieli oni zabezpieczyć ciągłość operacyjną bez konieczności reinwestowania w aktywa nieruchomościowe. 

– Jednak, pomimo rekordowych wyników i dynamicznego rozwoju, rynek najmu zwrotnego w Polsce w 2025 roku mierzył się również z kilkoma istotnymi wyzwaniami. Brak jednolitych standardów kontraktowych komplikował procesy transakcyjne, zarówno po stronie najemców, jak i inwestorów. Prowadziło to do wydłużenia procesów decyzyjnych oraz negocjacyjnych i wymagało wsparcia doradczego na każdym etapie transakcji – zwraca uwagę Agnieszka Radkiewicz. 


Z kolei brak dedykowanych regulacji lub preferencji podatkowych dla najmu zwrotnego, np. w porównaniu z leasingiem czy finansowaniem kredytowym, ograniczał pełny potencjał rozwoju tego segmentu. Choć rynek transakcji najmu zwrotnego bił rekordy, to przedsiębiorcy wciąż wykazywali duże przywiązanie do posiadania nieruchomości operacyjnych na własność. Jednakże zaangażowanie inwestorów instytucjonalnych w tego typu transakcje na polskim rynku przyczyniły się do wzrostu zaufania oraz zrozumienia korzyści finansowania przedsiębiorstwa w tej strukturze. 

Największym wyzwaniem w 2025 roku pozostawały czynniki makroekonomiczne, takie jak koszt kapitału i dostępność finansowania bankowego, które miały większy wpływ na tempo wzrostu rynku niż kwestie regulacyjne. Stabilne otoczenie prawne i podatkowe pozwoliło rynkowi najmu zwrotnego w 2025 roku osiągnąć rekordowe wolumeny zarówno pod względem powierzchni, jak i wartości transakcji, wielokrotnie przewyższając poziom z roku poprzedniego i podkreślając rosnącą rolę tego mechanizmu finansowania w Polsce

– podsumowuje ekspertka z INWI.

-MondayNews

W 2025 roku do rejestru CEIDG wpłynęło blisko 197 tys. wniosków o zamknięcie jednoosobowej działalności gospodarczej oraz 288,8 tys. wniosków o otwarcie JDG. Dla porównania w 2024 roku złożono 189 tys. wniosków o wykreślenie i 288,8 tys. o otwarcie. W ub.r. było o 4,1% więcej likwidacji niż w 2024 roku. W zeszłym roku w siedmiu województwach liczba wniosków o zamknięcie JDG była większa od liczby wniosków o otwarcie. To kujawsko-pomorskie, lubuskie, pomorskie, śląskie, świętokrzyskie, warmińsko-mazurskie oraz zachodniopomorskie. Ponadto w ub.r. do rejestru CEIDG wpłynęło 388,1 tys. wniosków o zawieszenie JDG, czyli o 3,3% więcej niż w 2024 roku.

 

W ubiegłym roku do rejestru Centralnej Ewidencji Działalności Gospodarczej (CEIDG) wpłynęło 196,7 tys. wniosków o zamknięcie jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 4,1% więcej niż w 2024 roku, kiedy odnotowano 189 tys. takich przypadków. Profesor WSB-NLU Jerzy Choroszczak, doktor nauk ekonomicznych w zakresie nauk o zarządzaniu, zauważa, że wzrost liczby wniosków o zamknięcie JDG w 2025 roku nie jest duży, ale może być niepokojącym sygnałem mówiącym o tym, że przedsiębiorcy indywidualni mają coraz większe problemy z wyzwaniami rynkowymi.
 
– Stoją za tym rosnące koszty zatrudnienia pracowników, energii i usług księgowych oraz turbulentność otoczenia zewnętrznego, w tym rosnąca konkurencja i niestabilność prawa. Malejące przychody w powiązaniu z wyższymi kosztami, nawet jeżeli te tendencje są przejściowe, sprawiają, że przy braku odpowiednich buforów zabezpieczenia finansowego sytuacja przedsiębiorców może się gwałtownie pogorszyć. To może skutkować podjęciem decyzji o zamknięciu firmy – wyjaśnia profesor.

Komentując te dane, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Łukasz Goszczyński z kancelarii GKPG zauważa, że przedstawiony wzrost liczby wniosków o zamknięcie JDG w 2025 r. może być trochę niepokojący. W ub.r. sytuacja na rynku była w miarę dobra, więc wynik powinien iść raczej w drugą stronę, tj. wskazywać na lekki spadek. 

 

– Ponadto ww. wynik potwierdza, że przedsiębiorczość indywidualna nadal rośnie, ale bardzo powoli. Warto również zauważyć, że liczba utworzonych firm w formie JDG w 2025 r. była prawie na tym samym poziomie co w 2024 roku, podczas gdy liczba zamknięć się zwiększyła. To wskazuje na stabilizację polskiej przedsiębiorczości z elementem coraz większej trudności w funkcjonowaniu przedsiębiorstw – podsumowuje dr Jerzy Choroszczak, profesor WSB-NLU.


Dane z CEIDG pokazują też sytuację w poszczególnych województwach. Liczba wniosków o zamknięcie JDG była mniejsza niż liczba wniosków o otwarcie. Na 196,7 tys. wniosków o zamknięcie w 2025 roku przypadło 288,8 tys. zgłoszeń o otwarciu jednoosobowej działalności. W 2024 roku było 189 tys. wniosków o wykreślenie firmy z rejestru i 288,8 tys. o otwarcie. W ub.r. w siedmiu województwach liczba wniosków o zamknięcie była większa od liczby wniosków o otwarcie. To kujawsko-pomorskie (7,8 tys. – zamknięcia, 7,5 tys. – otwarcia), lubuskie (4,6 tys. vs. 4,4 tys.), pomorskie (10,3 tys. – zamknięcia, 10,2 tys. – otwarcia), śląskie (16,1 tys. – zamknięcia, 15,8 tys. – otwarcia), świętokrzyskie (4,1 tys. vs. 3,8 tys.), warmińsko-mazurskie (5,3 tys. – zamknięcia, 4,8 tys. – otwarcia) oraz zachodniopomorskie (8,3 tys. vs. 7,5 tys.). 

 

– Zjawisko to pokazuje, że bilans przedsiębiorczości w Polsce nie jest jednolity terytorialnie, ale nie należy go interpretować wyłącznie przez pryzmat geografii. Różnice pomiędzy województwami wynikają w dużej mierze ze struktury lokalnych gospodarek oraz z dominujących branż, a nie z samych warunków administracyjnych prowadzenia działalności – wyjaśnia radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol.

 

Do tego ekspert dodaje, że w regionach, gdzie przeważają sektory bardziej wrażliwe na koszty energii, pracy czy sezonowość, zamknięcia JDG mogą przewyższać otwarcia nawet przy ogólnie stabilnej sytuacji gospodarczej.

– Jednocześnie kluczowe znaczenie ma fakt, że największa liczba wniosków dotyczy działalności bez wskazania województwa, a w tej grupie wyraźnie przeważają otwarcia nad zamknięciami. To sugeruje, że coraz większa część JDG funkcjonuje poza klasycznym podziałem regionalnym – uzupełnia mec. Parol.


 

W zeszłym roku do rejestru CEIDG wpłynęło też 388,1 tys. wniosków o zawieszenie JDG. To o 3,3% więcej niż w 2024 roku, kiedy złożono ich 375,7 tys. Sebastian Sajnóg z Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) zauważa, że zawieszenie działalności bardzo często nie oznacza trwałego wyjścia z rynku, lecz tryb tzw. „przeczekania”, który wynika z sezonowości, chwilowego braku zleceń, testowania opłacalności biznesu, czasem z przygotowania się do zmiany formy prawnej. Dlatego, jak przekonuje ekspert, trudno mówić o wyraźnie odczuwalnych, negatywnych skutkach dla gospodarki jako całości. Prof. Choroszczak podkreśla z kolei, że analiza danych z lat 2023-2024 dowodzi, iż w roku 2024 było o 2% więcej zawieszonych jednoosobowych działalności gospodarczych aniżeli w roku 2023. 

 

– W 2025 r. mieliśmy pogłębienie negatywnego trendu wzrostowego liczby zawieszonych indywidualnych działalności gospodarczych. Nie jest to wzrost dramatyczny i może on wynikać z chwilowych trudności przedsiębiorców, ale nie daje powodów do optymizmu, zwłaszcza w powiązaniu ze wzrostem liczby zamykanych jednoosobowych form działalności. Jeśli dodamy do siebie liczbę zamykanych i zawieszanych JDG w 2025 roku, to okazuje się, że przekraczają one znacznie liczbę inicjowanych nowych JDG – dodaje prof. Choroszczak. 

 

Ponadto ekspert z kancelarii GKPG dodaje, że rok 2025 był dla jednoosobowych działalności gospodarczych przede wszystkim okresem przetrwania, a nie dynamicznego rozwoju. Przedsiębiorcy w zasadzie funkcjonowali w warunkach dużej niepewności, a szczególnie niepokojące jest to, że coraz częściej decydowali się na całkowite zamknięcie firm zamiast ich czasowego zawieszenia. Dziś pełni ono głównie rolę mechanizmu ochronnego, który ma dać przedsiębiorcom czas i uchronić ich przed ostatecznym wycofaniem się z rynku. Podobnego zdania są też inni rynkowi eksperci. 

 

– Zawieszeń jest wyraźnie więcej niż zamknięć, co można uznać za pozytywny sygnał, bo oznacza, że przedsiębiorcy częściej próbują przeczekać trudniejszy okres niż kończyć działalność. To coraz rzadziej oznacza porażkę. Końcowa konkluzja jest jednoznaczna. Polska gospodarka nie mierzy się dziś z falą upadłości JDG w sensie formalnym, ale z masowym zjawiskiem ekonomicznej niewypłacalności, rozwiązywanej poza systemem restrukturyzacji i upadłości przedsiębiorców, a właśnie przez świadomą decyzję o przeczekaniu – podsumowuje mec. Adrian Parol.

 -MondayNews
 

Łódź wędkarska z Pasłęki bezzwłocznie musiała powrócić do swojego portu po tym, jak 18 marca na Zalewie Wiślanym skontrolowali ją funkcjonariusze z Kaszubskiego Dywizjonu Straży Granicznej.

Na łodzi znajdowały się trzy osoby. Mundurowi z poduszkowca SG-412 wchodzący w skład grupy kontrolnej stwierdzili brak świadectwa STCW, SRC oraz uprawnień na zajmowanym stanowisku. Szyprowi nakazano natychmiastowy powrót do portu. Brak świadectwa STCW lub SRC może być uznawany za naruszenie przepisów dotyczących bezpieczeństwa na wodzie.

Poinformowano, że w związku ze stwierdzonymi uwagami Komendant Kaszubskiego Dywizjonu SG może wystąpić do Dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni z wnioskiem o wszczęcie postępowania administracyjnego. 

Fot. MOSG

Ruszyły zapisy na VII Elbląski Bieg i Marsz Nadziei

17 maja w Bażantarni odbędzie się siódma już edycja Elbląskiego Biegu i Marszu Nadziei. Dochód z tego wydarzenia jest przeznaczony na rzecz Hospicjum Elbląskiego. Zapisy właśnie ruszyły!


Bieg i Marsz Nadziei to charytatywne wydarzenie, które wpisało się na stałe w kalendarz miejskich imprez. Co roku przyciąga uczestników, którzy nie tylko chcą rywalizować na trasie, ale także włączyć się w akcję na rzecz Hospicjum Elbląskiego. Cały dochód z wydarzenia zostanie przeznaczony na wsparcie działalności hospicjum, które każdego dnia niesie pomoc tym, którzy jej najbardziej potrzebują.

Oprócz głównych biegów na 5 i 10 kilometrów, organizatorzy przygotowali także marsz na dystansie 3 km, który poprowadzi uczestników na Górę Chrobrego – jedno z najbardziej malowniczych miejsc w Bażantarni.

Natomiast dla dzieci przygotowano bieg terenowy, który na pewno dostarczy najmłodszym niezapomnianych wrażeń. Zapisy na VII Elbląski Bieg i Marsz Nadziei, który został objęty patronatem honorowym prezydenta Elbląga, właśnie ruszyły i potrwają do 12 maja poprzez stronę elektronicznezapisy.pl Wpisowe wynosi 70 zł dla osób powyżej 12. roku życia i 35 zł dla dzieci do 12. roku życia.

Każdy uczestnik wydarzenia otrzyma pakiet startowy, w skład którego wchodzi koszulka, medal oraz posiłek na mecie. Ponadto 6 najszybszych kobiet oraz mężczyzn na dystansach 5 i 10 kilometrów otrzyma pamiątkowe statuetki.


Bieg Nadziei to nie tylko sport, ale i wyjątkowa akcja, która na stałe wpisała się w program „Pól Nadziei”. Od 2004 roku w Elblągu realizowana jest ta inicjatywa, której celem jest zbieranie funduszy na rzecz osób przewlekle i nieuleczalnie chorych. Żonkil, który jest symbolem tej akcji, przypomina nam o nadziei, która może zmienić świat. Żonkilowe Pola Nadziei ruszą w tym roku na początku kwietnia. O szczegółach będziemy informować na portElu i na naszej stronie www.ehospicjum.pl.

Organizatorzy: Stowarzyszenie na rzecz Hospicjum Elbląskiego, Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji Patronat honorowy: Michał Missan, prezydent Elbląga


Link do zapisów

https://elektronicznezapisy.pl/event/14990/strona.html

Cele imprezy:

Propagowanie idei opieki hospicyjnej w społeczeństwie. Pozyskanie środków finansowych na działalność statutową Stowarzyszenia na rzecz Hospicjum Elbląskiego. Propagowanie zdrowego stylu życia. Integracja mieszkańców Elbląga.

Program VII Elbląskiego Biegu i Marszu Nadziei

17 maja 2026, duża polana w Bażantarni

9:00-11:00 Rejestracja uczestników

10:00 Piknik Rodzinny

11:00 Start biegu na 5 km

11:10 Start biegu na 10 km

11:30 Początek wydawania posiłków

11:30 Start Marszu Nadziei

12:45 Start biegu dla dzieci

14:00 Dekoracja zwycięzców

14:30 Zakończenie Pikniku

piątek, 13 marzec 2026 02:36

Ogłoszenie Starosty Nowodworskiego

Ogłoszenie Starosty Nowodworskiego                                                           

Starosta Nowodworski podaje do publicznej wiadomości, że w dniu 11 marca 2026 roku w siedzibie Starostwa Powiatowego w Nowym Dworze Gdańskim w Wydziale Gospodarki Nieruchomościami Powiatu i Skarbu Państwa przy ulicy Warszawskiej 28b zostały wywieszone na okres 21 dni - wykazy nieruchomości stanowiących własność Skarbu Państwa  przeznaczonych do dzierżawy.   

 
GN.6845.10.2025.AS
GN.6845.9.2025.AS
GN.6845.17.2025.AS

AB.710.5.2025.AJ

Obwieszczenie Starosty Nowodworskiego z dn.16.03.2026 roku.        


Starosta Nowodworski, działając na podstawie art. 11a, art. 11f ust. 3 i ust. 4 ustawy z dnia 10 kwietnia 2003r. o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie dróg publicznych (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 311) w związku z art. 49 i art. 104 Kodeksu postępowania administracyjnego (Dz. U. z 2025 r. poz. 1691)

PODAJE DO PUBLICZNEJ WIADOMOŚCI, 

iż w dniu 16 marca 2026 r., na wniosek Burmistrza Nowego Dworu Gdańskiego, wydał decyzję nr ZRID-2/2026 o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej pn.:

„Budowa drogi do gruntów rolnych w miejscowości Jazowa”, 

zlokalizowanej na poniżej określonych nieruchomościach gruntowych – działkach położonych w województwie pomorskim, powiecie nowodworskim, gminie Nowy Dwór Gdański, obręb 0002 Jazowa:

A. Działki w liniach rozgraniczających teren pasa drogowego drogi gminnej:
84, 83/7 (83/6), 85, 120/3 (120/2), 87/1 (87);

B. Działki, z których korzystanie będzie ograniczone, dla realizacji prac określonych w projekcie budowlanym: 

88/5, 120/4 (120/2).
*w nawiasach podano numery działek przed podziałem według oznaczeń w ewidencji gruntów

Ww. decyzja posiada rygor natychmiastowej wykonalności.

Z treścią decyzji nr ZRID-2/2026 z dnia 2026-03-16, o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej oraz załączonymi do niej materiałami można zapoznać się w Wydziale Architektury i Budownictwa Starostwa Powiatowego w Nowym Dworze Gdańskim, ul. gen. Władysława Sikorskiego 23, pokój nr 8, w poniedziałki, wtorki, czwartki w godzinach od 7.30 do 15.30, w środy w godzinach od 7.30 do 16.30 oraz w piątki w godzinach od 7.30 do 14.30

Od niniejszej decyzji służy stronom odwołanie do Wojewody Pomorskiego, za moim pośrednictwem, w terminie 14 dni od dnia doręczenia decyzji lub zawiadomienia o wydaniu decyzji.


Zgodnie z art. 11g ust. 1a ustawy z dnia 10 kwietnia 2003 r. o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie dróg publicznych, odwołanie strony od decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej zawiera zarzuty odnoszące się do tej decyzji, określa istotę i zakres żądania będącego przedmiotem odwołania oraz wskazuje dowody uzasadniające to żądanie

 

Z up. STAROSTY
Lubomir Głowacki
WICESTAROSTA

STAROSTA NOWODWORSKI
ul. gen. Władysława Sikorskiego 23
82-100 Nowy Dwór Gdański
Nowy Dwór Gdański, dnia 2026-03-16

 

Spór o bobrze tamy na Pomorzu. Na Żuławach problem ma także wymiar bezpieczeństwa 

Na Pomorzu narasta konflikt wokół planów dotyczących bobrzych siedlisk. Organizacje społeczne — Akcja Demokracja oraz Stowarzyszenie Nasz Bóbr — alarmują, że Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie chce zniszczyć tamy i nory tych zwierząt nawet w 160 lokalizacjach na terenie województwa. Sprawą zajmuje się obecnie Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Gdańsku.


Wniosek obejmuje setki kilometrów cieków

Jak wynika z dokumentów, już w sierpniu 2025 roku Wody Polskie złożyły do RDOŚ wniosek o zgodę na niszczenie tam bobrowych, zasypywanie nor oraz płoszenie zwierząt metodami akustycznymi. Co istotne, we wniosku wskazano, że nie da się określić liczby osobników, których działania mogłyby dotyczyć.

Bobry w Polsce są objęte częściową ochroną gatunkową — ich zabijanie czy niszczenie siedlisk jest możliwe wyłącznie po uzyskaniu specjalnego zezwolenia.

Zdaniem organizacji ekologicznych zakres wniosku jest jednak zbyt szeroki.

— Nie wskazano konkretnych punktów, lecz całe odcinki cieków. W praktyce oznacza to, że każda nowo powstała tama mogłaby być usuwana — alarmują działacze.


Żuławy: szkody w infrastrukturze i realne zagrożenie 

Jednocześnie na terenach Żuławy Wiślane problem ma szczególnie praktyczny wymiar. Samorządowcy i służby podkreślają, że działalność bobrów coraz częściej bezpośrednio wpływa na stan infrastruktury hydrotechnicznej — wałów przeciwpowodziowych, rowów melioracyjnych czy przepustów.

Po ubiegłorocznych podtopieniach temat wrócił ze zdwojoną siłą. W wielu miejscach wskazywano, że spiętrzenia wody spowodowane przez tamy oraz osłabienie konstrukcji wałów przez nory bobrowe zwiększały ryzyko zalania terenów rolniczych i zabudowań.

Na Żuławach, które w dużej części leżą poniżej poziomu morza i wymagają stałego odwadniania, nawet niewielkie zaburzenia systemu melioracyjnego mogą mieć poważne konsekwencje.

Dlatego — jak podkreślają eksperci — aktywność bobrów stanowi tam nie tylko problem środowiskowy, ale również realne zagrożenie dla bezpieczeństwa mieszkańców i gospodarki regionu.

W ostatnich miesiącach organizowane są liczne konferencje i spotkania poświęcone temu zagadnieniu m.in przez Klub Nowodworski. Uczestniczą w nich przedstawiciele samorządów, służb wodnych, naukowcy oraz rolnicy, próbując znaleźć rozwiązania, które pozwolą pogodzić ochronę przyrody z koniecznością zabezpieczenia terenów depresyjnych.


Ekolodzy ostrzegają przed skutkami dla środowiska 

Akcja Demokracja i Stowarzyszenie Nasz Bóbr apelują o wstrzymanie postępowania i przeprowadzenie szczegółowych badań terenowych z użyciem kamer oraz termowizji. Ich zdaniem pozwoliłoby to ocenić rzeczywisty wpływ planowanych działań na populację bobrów oraz lokalną bioróżnorodność.

Organizacje sprzeciwiają się także płoszeniu akustycznemu i masowemu zasypywaniu nor bez upewnienia się, że nie ma w nich młodych. Proponują rozwiązania alternatywne — m.in. montaż rur przelewowych w tamach zamiast ich całkowitego niszczenia, oraz wydawanie zgód wyłącznie dla obiektów realnie zagrażających bezpieczeństwu.

Ekolodzy podkreślają również rolę bobrów w gospodarce wodnej. Według nich zwierzęta te zatrzymują w Polsce dziesiątki milionów metrów sześciennych wody rocznie, podnosząc poziom wód gruntowych i ograniczając skutki letnich susz. Likwidacja tam — ich zdaniem — może pogłębić kryzys wodny, a paradoksalnie także zwiększyć ryzyko powodzi.


Wody Polskie: „To nie walka z bobrami”

Przedstawiciele Wód Polskich stanowczo odrzucają zarzuty. Jak podkreślają, działania nie są wymierzone w zwierzęta, lecz mają zapobiegać podtopieniom i chronić infrastrukturę przeciwpowodziową.

— Priorytetem jest bezpieczeństwo życia i mienia mieszkańców oraz utrzymanie drożności cieków wodnych — tłumaczą urzędnicy. Ich zdaniem aktywność bobrów bywa nieprzewidywalna i może prowadzić do niekontrolowanych spiętrzeń wody.


Petycja i tysiące podpisów 

W obronie pomorskich bobrów powstała internetowa petycja skierowana do RDOŚ. Pod apelem podpisało się już kilka tysięcy osób, a liczba ta stale rośnie.

Autorzy dokumentu domagają się wstrzymania szeroko zakrojonych działań do czasu rzetelnej oceny ich skutków. Ich zdaniem obecne plany mogą doprowadzić do poważnych strat przyrodniczych, a nawet lokalnej katastrofy ekologicznej.


Decyzja wciąż przed urzędnikami

Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Gdańsku podkreśla, że postępowanie jest skomplikowane i wymaga szczegółowej analizy każdej wskazanej lokalizacji. Urzędnicy zaznaczają, że decyzja musi uwzględniać zarówno przepisy prawa, jak i wpływ na chronioną populację gatunku.


Na razie nie podano terminu zakończenia procedury.

Spór o bobry pokazuje, jak trudne bywa pogodzenie ochrony przyrody z bezpieczeństwem mieszkańców — szczególnie na terenach takich jak Żuławy, gdzie funkcjonowanie całych miejscowości zależy od sprawnego systemu odwadniania. Ostateczna decyzja może mieć znaczenie nie tylko dla Pomorza, ale i dla przyszłych działań wobec tego gatunku w całej Polsce.

W Komendzie Powiatowej Policji w Nowym Dworze Gdańskim odbyła się coroczna odprawa podsumowująca działalność funkcjonariuszy w 2025 roku. Spotkanie było okazją do przedstawienia osiągnięć jednostki, omówienia priorytetów na nadchodzący rok oraz podziękowania policjantom i pracownikom cywilnym za ich zaangażowanie w codzienną służbę.


 
Odprawie przewodniczył Komendant Powiatowy Policji insp. Paweł Mirys wraz z I Zastępcą Komendanta podkom. Tomaszem Żuchowskim.
Podczas spotkania przedstawiono szczegółowe wyniki pracy nowodworskich policjantów. Omówiono również kwestie logistyczne i organizacyjne funkcjonowania komendy.
W wydarzeniu uczestniczyli zastępca Komendanta Wojewódzkiego Policji w Gdańsku insp. Alina Majchrzak, prokurator Prokuratury Rejonowej w Malborku Michał Ogrodnik, samorządowcy, kadra kierownicza oraz pracownicy nowodworskiej jednostki.
W spotkaniu udział wzięli również samorządowcy Powiatu Nowodworskiego: Starosta Nowodworski Barbara Ogrodowska, burmistrz Sylwia Szczurek z Krynicy Morskiej, wójt Robert Zieliński, władze Nowego Dworu Gdańskiego: wiceburmistrz Rafał Kubacki oraz sekretarz Gminy Stegna Marzena Jaroszewska
W trakcie spotkania goście składali podziękowania za dotychczasową współpracę oraz zaangażowanie policjantów w zapewnianie bezpieczeństwa mieszkańcom powiatu.
Zastępca Komendanta Wojewódzkiego Policji w Gdańsku insp. Alina Majchrzak podkreśliła rolę Policji w kształtowaniu poczucia bezpieczeństwa w regionie oraz znaczenie współpracy między służbami i instytucjami.

Na zakończenie Komendant Powiatowy insp. Paweł Mirys podziękował wszystkim funkcjonariuszom i pracownikom za profesjonalną i sumienną służbę w 2025 roku, jednocześnie wskazując kierunki działań na kolejny rok.
 
policja ndg (1)
policja ndg (2)
policja ndg (3)
policja ndg (4)
policja ndg (5)
policja ndg (6)
policja ndg (7)
policja ndg (8)
649886789_1520460900079063_6079522491999027168_n
Previous Next Play Pause
Strona 1 z 715